Nie róbcie z płyt winylowych gadżetów - part II Featured

Proces przygotowywania płyty Lianne Hall The caretaker - Master w Lowswing Studio Proces przygotowywania płyty Lianne Hall The caretaker - Master w Lowswing Studio

Na  wstępie, cieszę się, że temat „winylowych gadżetów” w tekście Czy współczesne płyty winylowe są tylko modnymi gadżetami? wywołał taki odzew  w miejscach, które skupia pasjonatów czarnego krążka i w ogóle muzycznej kultury. Z ciekawością przeczytałam każdy komentarz. I z niektórych wyciągnęłam wnioski.  Pokusiłam się o kolejny tekst w nawiązaniu, choć miał być pierwotnie trochę inny niż zakładałam na początku…

Pierwsze co mi przyszło do głowy, to to, że tytuł być może powinien brzmieć: Nie róbcie z płyt winylowych gadżetów. Poprzedni tekst jest felietonem, który rządzi się swoimi prawami. Co to znaczy? Znaczy to tyle, że „ślizga” się po temacie i trzeba trochę czytać między wierszami. Dlatego czytając całość, można na przykład dojść do wniosku: winyl przygotowany z materiału cyfrowego może grać dobrze, jednak trzeba się o to postarać. Ale po drugie, trzeba mieć świadomość co się kupuje, bo nie oszukujmy się, moim zdaniem  (jak widać po poprzednim tekście, nie tylko moim) współczesne "cyfrowe" płyty winylowe, nigdy nie będą grały tak jak te z taśmy nagranej w studiu nagraniowym i poddane tłoczeniu wg sztuki. Świetnie ujął to Wojcek Czern ze studia Rogalów Analogowy w audycji Potrójne pasmo przenoszenia (oczywiście można się z tym zgadzać bądź nie):

To co słyszymy to jest kwestia jakości nacięcia i jakości materiału źródłowego jeżeli materiałem źródłowym jest cyfra, no to dochodzi do takiego paradoksu że nagranie płyty analogowej jest de facto przetworzonym sygnałem cyfrowym. Czyli znowu dźwięk cyfrowy zamieniany jest na analogowy w procesie nacinania i tutaj mamy taką jak to mówi się ni pies ni wydra coś na kształt świdra. (…) jeśli chodzi o wznowienia powinny być to taśmy analogowe [jeśli są dostępne] a nie cyfrowe remastery a w przypadku wydań współczesnych w technice cyfrowej zadbać o to, aby dźwięk był jak najlepszy.

Tak jak napisałam poprzednio winyle trafił w XXI wiek, prosto w paszczę lwa, czyli mówiąc wprost: w biznes. A jak wiemy współczesne czasy są zupełnie inne niż pół wieku temu. Jakie są też dość dosadnie napisałam w felietonie. Dlatego moim zdaniem los współczesnych winyli leży pod znakiem zapytania, jeśli przenoszenie dźwięku będzie wykonywane po macoszemu. A o tym, że można nagrać płytę porządnie we współczesnych czasach wiemy doskonale, ba można nawet przygotować materiał pierwotnie najpierw na taśmę (jak chociażby dla tej płyty: Lianne Hall)  lub chociaż postarać się, żeby ten cyfrowy materiał był przygotowany pod winyle (jak dla tej płyty Mary Komasa – oczywiście można pomnożyć przykłady, choć niestety niewiele). Ale przytoczę kolejny cytat, jak to często wygląda w praktyce:

„... skoro gra na CD , to na winylu też zagra”

„W tłoczniach panuje zazwyczaj przekonanie typowo biznesowe : Nasz klient – Nasz Pan! Taki materiał z CD zripowany do plików AIFF lub WAV ląduje w komputerze współpracującym często z miernej jakości przetwornikiem cyfrowo-analogowym i na urządzeniu do wycinania matryc, nacinana jest pierwsza płyta „matka”. Potem proces tworzenia matrycy (opisany w cz. II) i do tłoczni....!  Efekt jest mierny, a raczej „SKANDALICZNY” Wydawca zaoszczędził kilka tys zł na masteringu, a „ciemny lud” to i tak kupi , bo przecież winyl gra inaczej od CD i nikt nie zauważy, że ktoś tu kogoś - delikatnie mówiąc - oszukuje.”

I dalej… (reedycje). „Materiał wytłoczony na CD powinien trafić do studia masteringowego. Tam zostanie poprawnie przetransferowany do komputera i poddany ponownej obróbce zwanej remasteringiem po czym ponownie zostanie zapisany do plików lub na taśmie. Nie jest to działanie uważane za zgodne ze sztuką, ale czego nie robi się dla uciechy naszych uszu. Znam wiele materiałów przygotowanych w ten właśnie sposób. Brzmią doskonale, ale by tak się stało materiał taki „muszą dotknąć” ucho i wiedza inżyniera masteringu... o zapleczu sprzętowym nie wspomnę.”.  Całość tutaj

I to kolejna sprawa. Mix, mastering/remastering, itd. Po niektórych dyskusjach pomyślałam, że zbiorę materiał, popytam fachowców w temacie i  być może napiszę kilka słów na temat, głownie dla siebie, a nie po to żeby coś komuś uwodnić. Ale potem uznałam, że to nie ma sensu. Na ten temat można napisać elaborat, książkę, biblię nawet. A ja jestem po prostu zwykłym wyjadaczem chleba i chcę słuchać porządnie nagranej płyty zarówno z epoki, jak i współczesnych wydań – skoro mam do nich dostęp – na moim ulubionym nośniku, nie rozbierając go na czynniki pierwsze. Każdy kto obcował z płytą winylową i słuchał analogowego dźwięku (temat znów tylko muśnięty), wie dlaczego wybiera winyl zamiast CD. Ale oczywiście, kto co lubi.

Na koniec, istota sprawy, bo winyle wróciły do produkcji, czy tego chcemy czy nie.  Czy będę kupować współczesne winyle? Tak będę/będziemy. Nie jestem przeciwna ich powrotowi, ma to wiele plusów, ale modzie na winyle jestem przeciwna, bo to się może skończyć jak tandetna, kosztowna hipsterska ozdoba na półkę. Ktoś ładnie napisał, w jednym komentarzu, że winyl dla niego to takie małe dzieło sztuki. Dla mnie też. I nie chodzi wyłącznie o wygląd, ale o całokształt. Ale niestety, póki co, będę kupować  współczesne płyty ostrożnie, reedycje również (i będziemy też o nich pisać) oraz liczę na to, że niektóre wytwórnie obudzą się w tym temacie, bo inaczej czarno to widzę. Sam nośnik nie czyni z płyty winylowej... płyty winylowej. Po raz kolejny powtórzę nazwa "winyl" do czegoś zobowiązuje.

Jak dla mnie temat wyczerpałam całkowicie. Idę słuchać winyli – każdego rodzaju ;-)

Magda

Drugi redaktor naczelny ;-)

magda@projektwinyl.pl

Leave a comment

Make sure you enter all the required information, indicated by an asterisk (*). HTML code is not allowed.