Brzydkie kaczątko z Teksasu - Janis Joplin

Na wczesnych zdjęciach Janis Joplin z dzieciństwa w obiektyw aparatu patrzy urocza dziewczynka ubrana w sukienkę z kołnierzykiem. Włosy spięte w warkoczyki, ozdobione spinkami i kokardkami. Szeroki, pewny siebie uśmiech. Oczy pełne iskier. Janis wygląda trochę jak Ania z Zielonego Wzgórza. Jej dzieciństwo było jednak znacznie smutniejsze niż powieściowej bohaterki. Na kolejnych zdjęciach ta sama dziewczynka wygląda już jak miejscowa nauczycielka z lat 50.-60. Włosy starannie ułożone według panującej mody „gospodyń domowych”, schludny ubiór. Niepewne, spłoszone i skrzywdzone spojrzenie.

Rówieśnicy mówili, że jest brzydka, przezywali „świnią”. Na studniówkę nie poszła, nikt jej nie zaprosił. Odrzucana, nieakceptowana, wyśmiewana, wytykana. Trudno nie wspomnieć o Janis bez wzmianki o jej dzieciństwie oraz porteru społeczności Port Arthur, która rzuciła na tę wrażliwą dziewczynę ponury cień.

Amerykański koszmar dziewczyny z Teksasu

Lata 50. Nastoletnia Janis dorasta w sennym miasteczku Port Arthur, w którym życie toczy się według utartych stereotypów. Ułożone żony w schludnych sukienkach i fryzurach prowadzą gospodarstwo domowe w białych domkach z równo przystrzyżonymi trawnikami. Wzorcowo wychowują dzieci, a w wolnych chwilach śpiewają w kościelnym chórze. Mężowie przykładnie pracują na utrzymanie rodziny – American Dream jeszcze przed rewolucją seksualną. Ale obok amerykańskiej sielanki trwa segregacja rasowa, w mieście wciąż działa Ku Klux Klan. W miejscowej społeczności panuje kanon piękna wzorowany na kolorowych czasopismach „białych” gospodyń domowych. Nastolatki biorą udział w wyborach miss Port Arthur. Wdzięczą się do obiektywu aparatów. Szczupłe, zadbane, uczesane. Kolejne kandydatki na wzorowe matki i żony. Słodkie idiotki. Ich przyszłość jest z góry zaplanowana. Ale nie Janis.

Konserwatywne społeczeństwo nie miało litości dla dziewczyny, która różniła się od wzorców. Janis była „inna”, co w tamtych czasach oraz środowisku oznaczało zero tolerancji. Już jako mała dziewczynka potrzebowała więcej akceptacji i uwagi niż młodsze rodzeństwo. Los skrzywdził ją w tym pragnieniu najdotkliwiej. Janis w opinii rówieśników nie była atrakcyjna, na domiar złego była zbyt inteligentna. Pogardzana, wyśmiewana, wciąż szukała dowodów chociaż namiastki swojej atrakcyjności. Ale na przekór wszystkim w liceum zaczęła nosić spodnie, bo tak jej było wygodnie, ścięła włosy, mówiła, że jeśli kobieta chce być czyjąś „zmywarką” to jej sprawa. Jako jedyna głośno wypowiadała się przeciwko  segregacji rasowej – nie do pomyślenia. Miejscowe słodkie idiotki trzymały się z dala. Janis przebywała w towarzystwie kolegów, którzy traktowali ją jak lokalnego błazna, z którym można wypić i zrobić rozróbę w barach zakazanej Luizjany. A ona się na to godziła. Chcąc zwrócić na siebie uwagę rozpowiadała o sobie niestworzone historie o podbojach seksualnych. Myślała, że w ten sposób udowodni wszystkim, że się mylą. Dziwka, mówili.

(..) była samowolna jako dziecko i dzika jako dorosła, otwarta na doświadczenia – próbowała wszystkich przyjemności, jakie oferowało jej życie, a jej niewybredne słownictwo i straszna rozwiązłość były tylko pozą, pod którą ukrywała podatną na zranienia, pragnącą miłości duszę. [ojciec]*

Z radością opuściła Teksas. Ale on nie chciał opuścić jej.

Z teksańskiego koszmaru w kalifornijski koszmar

Zaczynała jak wielu muzyków, śpiewając w przypadkowych knajpach, występując na lokalnych festiwalach i imprezach. Raczej dla zabawy, przy okazji szaleństw z „kolegami”.  Śpiewanie sprawiało jej frajdę. Do utworów dodawała własne, emocjonalne interpretacje wokalne. Na początku nie była świadoma swojego talentu. Zadzwoniła do kolegi i zawołała do słuchawki podekscytowana: Wiesz co? Chyba umiem śpiewać!**

Wbrew wszystkim normom obowiązującym w Port Arthur rzuciła studia w Austin i postanowiła, że opuści rodzinne strony. Decyzję przypieczętował konkurs na „najbrzydszego faceta uczelni”, w którym nieświadomie wzięła udział. "(...) ci wszyscy idioci na nią zagłosowali. To ją zmiażdżyło. Nie widziałem niczego smutniejszego. Naprawdę." [Powell St. John] ***

Wyjechała do San Francisco by się usamodzielnić, ale nie myślała wtedy poważnie o muzyce, chciała wyrwać się z toksycznej lokalnej społeczności. W San Francisco nikt jej nie wytykał palcami, nie drwił. Janis występowała w knajpach za kufel piwa, śpiewała na ulicach i zbierała pieniądze „do kapelusza”. Szwendała się po ulicach i barach, chwytała różnych zajęć. Miasto jednak miało też swoją ciemną stronę – narkotyki.

Uwielbiała wolne i niezależne San Francisco. Na krótko spróbowała jeszcze Los Angeles, by ponownie wrócić. I wciąż szukała akceptacji. Wpadała w coraz większy nałóg, który zagłuszał jej potężne kompleksy oraz wewnętrzną samotność. Chowała się pod płaszczykiem z Port Arthur. Dalej się popisywała i opowiadała o sobie niestworzone historie, co miało znaczyć „patrzcie na mnie, zobaczcie jaka jestem fajna” – tę postawę przyjmowała nawet wtedy, kiedy już nie potrzebowała poklasku. Emocjonalnie była na poziomie dziecka.

W połowie lat 60. wystraszona własnym nałogiem, który coraz bardziej ją wyniszczał, wróciła do Port Arthur. Przestała brać, nawet pić, wyciszyła się, poznała tego jedynego, snuła plany o ślubie i rodzinie – to o czym zawsze skrycie marzyła, choć małomiasteczkowość Port Arthur wpędzała ją w depresję. Sielanka trwała jednak kilka miesięcy. Książę się nie pojawił.

Janis "pozamiatała" na Monterey pop festival. Miny publiczności bezcenne.

Po kolejnym ciosie w serce, wróciła do śpiewania. Zaczęła bardziej interesować się swoim głosem, ćwiczyła i słuchała „czarnej” muzyki. Na jej występach w pubach Austin pojawiało się coraz więcej bisów. Wieść o dziewczynie z niezwykłym wokalem szybko się rozniosła. Publiczność rosła. Kiedy śpiewała skupiała na sobie uwagę wszystkich. Nikt nie patrzył już na jej krągłe wtedy kształty, brzydką cerę, nieuczesane włosy. Słuchali. Choć bardzo bała się powrotu do nałogu, jej droga znów skręciła w kierunku San Francisco, gdzie przyłączyła się do kapeli Big Brother and the Holding Company. Miasto stawało się właśnie mekką hipisów, rewolucji seksualnej i rock and rolla.

" (...) Mamo i tato, mam dla was wieści. Jestem w San Francisco. Rozumiem wasz strach, przed moim przyjazdem tutaj... Kocham was bardzo. Przepraszam." [Janis]****

Pearl   druga twarz Janis Joplin

Przez te zaledwie kilka lat kariery, kiedy była na pierwszych stronach gazet, jej życie biegło z prędkością światła. Była niemal wszędzie, dawała koncert za koncertem, czasem nawet trzy jednego wieczoru. Nie znosiła samotności, wciąż musiała mieć zajęcie. Wywiady, sesje zdjęciowe, programy telewizyjne. Życie w trasie. Zmiany w zespole. Picie, zabawa, narkotyki. Wykreowała swój wizerunek – Pearl. Z barwnym, komicznym pióropuszem na głowie, wielkimi okularami na nosie, w kolorowych ubraniach, z papierosem lub butelką w ręce, chciała być trochę jak Tina Turner, Bessie Smith i Janis Joplin w jednym. Jednak poza sceną, na której wylewała wszystkie swoje skryte emocje, gdzie była sobą, mało było w wizerunku Pearl samej Janis Joplin. Nie łatwo jest być Janis Joplin, mawiała.

Wciąż czuła się wewnętrznie samotna i szukała dowodów swojej atrakcyjności. Popadała w skrajności. Raz była egocentryczna, raz kuliła się w sobie jak mała zakompleksiona dziewczynka i wołała o pomoc. I wciąż nie miała szczęścia w miłości. Kochała całym sercem, ale nie potrafiła związać się na dłużej, mimo to nadal chwaliła się swoimi podbojami, często wyssanymi z palca – cień Port Arthur jej nie opuszczał.

Tryb życia, burzliwe czasy, samotność, znów pchnęły ją do narkotyków, przed którymi tak się wcześniej broniła. Traciła nad tym kontrolę. W okresach, kiedy rzucała narkotyki, wpadła w inny nałóg – alkoholizm. Pod koniec życia piła na umór. Jedyne przerwy w piciu robiła przed występami. Za to po koncercie do rana upijała się w sztok, padała po południu, wieczorem znów dawała koncert. I tak w kółko.

Jaka była Janis Joplin?

Przeglądając materiały i czytając książki na jej temat, podkreślające głównie jej hulanki i narkotyki, chyba niewiele osób wie jaka była Janis Joplin. Jako nastolatka była świnią, dziwką, brzydulą. Po śmierci ćpunką, alkoholiczką, seksoholiczką. Ale między jej ekscesami, narkotykami, za scenicznym kostiumem Pearl, z pewnością kryła się wrażliwa kobieta, szukająca akceptacji i, choć może to zabrzmi patetycznie, miłości, uczucia i normalności. Śpiewała o tym niemal zawsze. Emocje na scenie czasem tak w niej buzowały, że wpadała w zbytni dramatyzm. Podkreślała, że nigdy nie zaśpiewałaby tego czego nie czuje. A kiedy śpiewała można było zobaczyć Janis Joplin – prawdziwą perłę.

Pod koniec życia już jako sławna piosenkarka wróciła do Port Arthur na jubileusz jej szkoły. Liczyła, że w końcu zostanie zaakceptowania. Nie została.  

* "Perła - obsesje i namiętności Janis Joplin", Ellis Amburn, wyd. InRock, 2015 r. 
** "Janis Joplin. Żywcem pogrzebana", Myra Friedman, wyd. W.A.B., 2006 r. 
*** film dok. "Janis: Little Girl Blue", 2015 r.
**** fragment listu z filmu dok. Fallen Legends Series

Magda

Drugi redaktor naczelny ;-)

magda@projektwinyl.pl

Leave a comment

Make sure you enter all the required information, indicated by an asterisk (*). HTML code is not allowed.